|
Ateiści oraz racjonaliści, a czasem nawet i krytycy nastawieni sceptycznie co do historyczności Ewangelii zarzucają niekiedy Ewangelii według św. Marka, że zawiera ona błędy topograficzne i geograficzne. Ich zdaniem Ewangelista nie znał ukształtowania naturalnego Palestyny, skoro w Mk 5,1 napisał, że Jezus po opuszczeniu łodzi po drugiej stronie Jeziora Galilejskiego znalazł się w krainie Gerazeńczyków. Rzecz w tym, że Geraza – zdaniem niektórych – leży aż 60 km od tego jeziora, a zatem według nich trudno uważać brzeg wspomnianego akwenu za kraj Gerazeńczyków. Ponadto krytycy zarzucają wspomnianemu Ewangeliście, że napisał (Mk 7,31), iż Jezus opuścił Tyr i nad Jezioro Galilejskie udał się przez Sydon, co rzekomo nie ma sensu, ponieważ to nie jest po drodze, a poza tym w I wieku nie było szlaku wiodącego z Sydonu nad Jezioro Galilejskie.
Ateiści zarzucają także św. Markowi, że w swojej Ewangelii popełnił błędy kulturowe, gdyż pomylił się w kwestii zwyczajów żydowskich. W Mk 7,3 stwierdza on bowiem ustami Jezusa, że wszyscy Żydzi myją – w znaczeniu rytualnym – ręce przed jedzeniem, co ma być nieprawdą, ponieważ zwyczaju tego nie przestrzegano, a nawet go zwalczano, choćby wśród saduceuszów . Ewangelista miałby się także mylić w Mk 10,11-12, gdzie wbrew żydowskiemu Prawu zakłada rzekomo, że kobieta w judaizmie mogła wystąpić z inicjatywą rozwodu.
Najpierw zajmę się zarzutami dotyczącymi kwestii geograficznych, następnie przejdę do kwestii domniemanych błędów Marka w zakresie zwyczajów żydowskich.
O ile pierwszy ze wspomnianych zarzutów co do znajomości przez Marka geografii Palestyny jest poważniejszy, toteż wymaga bardziej szczegółowego omówienia (co uczynię dalej), to drugi zarzut jest mało poważny i bardzo łatwy do obalenia. W Mk 7,31 bowiem nie stwierdzono wcale, że Jezus udał się z Tyru do Galilei przez Sydon, ale że z „okolic” (ek tōn horiōn) Tyru poszedł przez Sydon do Galilei, co zupełnie zmienia postać rzeczy. Tyr leżał w okolicy Sydonu, więc będąc w okolicy Tyru, Jezus wcale nie musiał iść do Galilei z Tyru przez Sydon. Mógł równie dobrze udać się po linii prostej z dowolnego miejsca w okolicy tych dwóch miast do Sydonu, a następnie do Galilei. Z dobrych i starych rękopisów wersję taką potwierdza m.in. kodeks A, stary papirus P45 (III wiek n.e.), wszystkie wersje Peszitty, wersje koptyjskie, które mają w Mk 7,31 „z krainy Tyru i Sydonu poszedł On”. W tym wypadku Jezus wyszedłby z Fenicji, idąc po północnej stronie Jeziora Galilejskiego. Jeśli zaś szedł z Sydonu, to nad jezioro Genezaret przyszedł przez Liban, Damaszek i przez Dekapol .
Poza tym nawet gdyby Jezus poszedł do Galilei z Tyru przez Sydon, to nadal nie dowodziłoby to błędu Marka, gdyż można się dokądś udać nie wprost, a zahaczając gdzieś po drodze. Ostatnio jechałem z Warszawy do Gdańska przez Łebę, co wcale nie oznacza, że nie znam geografii Polski, a jedynie to, że miałem też coś do załatwienia w Łebie, choć istotnie jest ona zupełnie nie po drodze do Gdańska z Warszawy (mimo to pociąg czasem kursował z Warszawy do Gdańska właśnie przez Łebę!). Marek nie podał, że „Sydon jest po drodze do Galilei”, ani tym bardziej że do Galilei najbliżej jest przez Sydon, ale stwierdził, że Jezus udał się w okolice Tyru, a potem poszedł nad Jezioro Galilejskie przez Sydon, co zupełnie zmienia postać rzeczy. Podobnie stwierdzenie, że ktoś udał się z Warszawy do Gdańska przez Łebę nie oznacza od razu sugestii, że Łeba leży na drodze z Gdańska do Warszawy, ani tym bardziej że z Warszawy do Gdańska jest najbliżej przez Łebę. Oznacza to co najwyżej tyle, że ktoś pojechał z Warszawy do Gdańska przez Łebę, bo z jakiegoś powodu chciał być również w Łebie. Podobnie Jezus poszedł w tym przypadku naokoło, ponieważ chciał uniknąć Galilei (por. Mt 4,12-15), co racjonaliści kompletnie przegapili. Marek zatem nie popełnił tu żadnego błędu geograficznego. Warto nadmienić, że brak drogi między jakimiś miastami też nie jest przeszkodą w podróżowaniu (co najwyżej utrudnieniem).
Natomiast co do Mk 5,1, to sprawa jest już nieco bardziej skomplikowana, niemniej jednak również istnieją sposoby rozwiązania tej kwestii. Po pierwsze, należy zauważyć, że św. Marek nie napisał, iż Geraza znajduje się nad Jeziorem Galilejskim. Mówi on raczej o „okolicy” (chōra niekoniecznie musi oznaczać «kraj» – jak tłumaczy Biblia Tysiąclecia – Gerazeńczyków), co można już rozumieć bardzo szeroko i nieprecyzyjnie. Kiedy bowiem mówimy np. o okolicy czy regionie Warszawy, to możemy mieć na myśli obszar o rozciągłości nawet kilkudziesięciu kilometrów. Tak samo św. Marek nie popełniłby żadnego błędu, gdyby napisał, że brzeg Jeziora Galilejskiego leży w tym samym regionie, co i Geraza. Takie szersze rozumienie tego regionu reprezentuje Józef Flawiusz, który za region Gerazy uważa nie tylko sam obszar tego miasta, ale także góry w Zajordaniu, w których leży twierdza Ragaba . Twierdza Ragaba leżała aż 50 km od Gerazy (i blisko Jeziora Galilejskiego – patrz np. atlas Zondervana), a mimo to obszar ten Flawiusz uważa wciąż za kraj Gerazeńczyków, potwierdzając w ten sposób, że region Gerazy w sensie geograficznym rozumiano bardzo szeroko. Można to zapewne wytłumaczyć tym, że jak podaje jedno z opracowań: „Geraza była najbardziej wpływowym miastem Dekapolu”.
Warto dodać, że tak odległe od Jeziora Galilejskiego położenie Gerazy, za jakim opowiadają się racjonaliści, wcale nie jest bezsporne. Istnieją bowiem badacze, którzy nie zgadzają się z taką lokalizacją i utożsamiają raczej Gerazę z leżącym o wiele bliżej Jeziora Galilejskiego Kuris lub Kursi. W tym przypadku termin „region Gerazeńczyków” występujący w Mk 5,1 tym bardziej nie byłby błędem pod względem geograficznym.
Istnieje też inny, jeszcze lepszy sposób rozwiązania tego problemu. Wersję „kraj Gerazeńczyków” w Mk 5,1 przyjęto na podstawie kodeksu B. Jednakże na podstawie świadectwa kilku innych dobrych i równie starych (oraz starszych) rękopisów, takich jak A, Diatessaron, stare syryjskie czy tzw. grupa bizantyńska (w skład której wchodzi większość papirusów greckich już z II w.), a także w zgodzie z Mt 8,28 można przyjąć w Mk 5,1 lekcję „kraj Gadareńczyków”. Taką wersję Mk 5,1 ma niemała liczba przekładów (np. Biblia gdańska, Biblia brzeska, AKJV, Darby, Diaglott, HNV, KJV, LO, RNKJV, Rwebster, Web, Websters, YLT, Byz, IGNT, Scrivner, Stephanus, GerLut, GerSch, GerElb1871, RST, Ukr). Gadara leży już dużo bliżej Jeziora Galilejskiego niż Geraza: ok. 10 km od brzegu. Ponadto mamy starożytne świadectwa pozabiblijne, które informują nas o tym, że obszar Gadary rozciągał się w I wieku właśnie do brzegu Jeziora Galilejskiego. Józef Flawiusz pisze bowiem, że – po pierwsze – Gadara była okręgiem administracyjnym o dużym obszarze, i – co ważniejsze – podaje również, że obszar od ziem Gadary do ziem Gaulanitydy był wschodnią granicą Galilei. Tak więc za obszar Gadary Flawiusz uważał właśnie brzeg Jeziora Galilejskiego, ponieważ to właśnie linia prosta przeprowadzona wzdłuż brzegu jeziora oraz Jordanu (Jordan jest przedłużeniem tegoż jeziora) stanowiła wschodnią granicę Galilei. Świadczy o tym również NT (por. Mt 19,1; por. też Mt 4,25, który odróżnia Galileę od Zajordania). W innym miejscu Józef Flawiusz potwierdza, że obszar Gadary sięgał aż do Jeziora Galilejskiego, zwanego też Tyberiadzkim (J 6,1), gdyż pisze, że „wsie należące do Gadary i Hippos” były „położone na pograniczu Tyberiady i ziemi Scytopolitan”. Ponadto także starożytne monety z Gadary świadczą o tym, że terytorium tego miasta rozciągało się aż do jeziora Genezaret, ponieważ na monetach tych znaleziono emblematy statków, jakie pływały właśnie po tym akwenie.
Istnieje jeszcze trzeci sposób rozwiązania problemu Gerazy w Mk 5,1. Wskazał nań Orygenes, który stwierdził, że w Mk 5,1 powinniśmy odczytać lekcję „kraj Gergezeńczyków” zamiast „kraj Gerazeńczyków”. Gergeza bowiem leżała jego zdaniem tuż przy Jeziorze Galilejskim. Takie rozwiązanie nie ma jednak za sobą dobrego wsparcia tekstualnego. Tylko takie rękopisy, jak L, Delta, Theta, korekta kodeksu Alef, tzw. grupa Lake’a, niektóre minuskuły (28, 33, 205, 565, 579, 700, 892, 1071, 1241, 1424), armeński Diatessaron, synaityckie rękopisy syryjskie, koptyjsko-bohairyckie, armeńskie, etiopskie, georgijskie, słowiańskie, czyli grupa świadków pochodzących głównie z okresu dopiero po VIII wieku n.e., potwierdzają tę wersję w Mk 5,1 (być może pod wpływem wspomnianej opinii Orygenesa). Reszta tych świadków pochodzi z wcześniejszego okresu, ale wszystkie powstały po Orygenesie. Nie jest to zatem najlepszy sposób rozwiązania tego zagadnienia. Niewykluczone jednak, że autor Mk 5,1 chciał przekazać nam właśnie taką, a nie inną oraz jak najbardziej zgodną z geografią wersję, toteż nie można tego ostatecznie wykluczyć. Wersja ta bowiem jest zgodna z Łk 8,26.37. Także badania archeologiczne prowadzone od 1970 roku w miejscu, gdzie znajdowała się Gergeza, wykazały, że wcześni chrześcijanie uważali ten zakątek za Gerazę z Mk 5,1 (odkryto tam także prastare mogiły). O Gergezie wspomina także Talmud jerozolimski i Talmud babiloński.
Na koniec spójrzmy jeszcze na zarzuty stawiane św. Markowi, jakoby nie znał on zwyczajów żydowskich. Jak wspomniałem, niektórzy ateiści twierdzą, że w judaizmie nie kobietom nie przysługiwało prawo do rozwodu, dlatego Mk 10,11-12 ma być dowodem na ignorancję Marka w kwestii praktykowanych zasad postępowania. Jednakże w Mk 10,11-12 wcale nie czytamy, że kobieta ma prawo się rozwieść wedle Prawa żydowskiego. W tekście tym Jezus stwierdza jedynie, że kobieta może chcieć się rozwieść, co zupełnie zmienia postać rzeczy. Inaczej mówiąc, to, że istniało Prawo żydowskie, wcale nie oznaczało, że ktoś nie będzie chciał postąpić po swojemu, wbrew temu Prawu (za to zgodnie z ówczesnym prawem rzymskim, któremu podlegały również kobiety żydowskie), nawet kosztem wydalenia ze społeczności wiernej judaizmowi. Mk 10,11-12 może rozpatrywać taką właśnie możliwość. Takie sytuacje w judaizmie współczesnym Markowi jak najbardziej się zdarzały, co potwierdza Józef Flawiusz, który donosi, że jedna z księżniczek Heroda rozwiodła się ze swoim mężem, odchodząc od niego dla innego mężczyzny. Także jedno z opracowań podaje o kobietach żydowskich czasów Jezusa podejmujących decyzję o rozwodzie, co następuje: „Ostatnio jednak uczeni są skłonni przyznać taki zwyczaj dla Palestyny”.
Co do drugiego zarzutu, który opiera się na Mk 7,3, to sprawa jest tu już nieco poważniejsza. Istotnie, nie wszyscy Żydzi przestrzegali zwyczaju rytualnego obmywania rąk. Jednakże wydaje się, że Marek wcale nie ma zamiaru obstawać przy tym, że dosłownie każdy co do jednego Żyd przestrzegał tego zwyczaju. W Mk 7,3 pada słówko pantes, które w Biblii ma charakter względny i wcale nie musi zawsze oznaczać wszystkich bez wyjątku. Np. w Łk 15,1 czytamy, że do Jezusa zbliżali się „wszyscy” (pantes) grzesznicy i celnicy, aby go słuchać, co oczywiście nie może być rozumiane dosłownie, bo przecież w ówczesnym świecie starożytnym byli też tacy grzesznicy i celnicy, którzy nigdy o Nim nie słyszeli. W Dz 8,10 czytamy, że Szymon Mag, czarownik, był poważany przez „wszystkich” (pantes) i że uważali go oni za „moc Bożą”, czego również nie należy traktować dosłownie. Na pewno chociażby liczni Żydzi postępujący według Prawa ST nie uważali go za moc Bożą, bo Prawo ST potępiało przecież magików i czarowników (por. Kpł 19,26; por. też Lb 23,23; Pwt 18,10; Na 3,4; Ml 3,5). Nie „wszyscy” literalnie słyszeli też w ówczesnym świecie o Szymonie. W Flp 2,21 czytamy, że „wszyscy” (pantes) szukają już tylko własnego pożytku, a nie Jezusa Chrystusa, co również nie oznacza wszystkich dosłownie, bo wynikałoby z tego, że nawet Paweł i inni wierni chrześcijanie z tego okresu nie szukali już Chrystusa, tylko własnego pożytku, itd. W takim samym nieabsolutnym znaczeniu stosuje też słowo pantes grecki Stary Testament. Np. w Iz 14,18 czytamy, że „wszyscy królowie narodów” (pantes hoi basileis tōn ethnōn) leżą w grobowcach, co oczywiście nie oznacza wszystkich dosłownie, bo w tym czasie byli też żyjący królowie na ziemi. W Jr 43,2 (LXX: Jr 50,2) czytamy, że Azariasz, Jochanan „oraz wszyscy ludzie” (kai pantes hoi andres) odezwali się do Jeremiasza. Oczywiste jest, że słowa „wszyscy” nie można w tym przypadku rozumieć dosłownie. W Jdt 13,13 czytamy, że aby zobaczyć Judytę, zbiegli się „wszyscy, od najmniejszego do największego” (pantes apo mikrou heōs megalou). W tym miejscu słowo pantes („wszyscy”) znów ma znaczenie ograniczone. W Wj 7,24 czytamy, że z powodu zanieczyszczenia Nilu „wszyscy” (pantes) Egipcjanie kopali w pobliżu Nilu w poszukiwaniu wody, co oczywiście ma znaczenie względne, gdyż Egipcjanie zamieszkiwali nie tylko obszar Nilu (można ich było spotkać nawet poza Egiptem, w Kanaanie: por. np. Rdz 16,1,3; 21,9; 25,12; 1 Sm 30,11; Ez 29,13). Podobnie w Rdz 47,15 czytamy, że „wszyscy” (pantes) Egipcjanie przychodzili do Józefa, prosząc go o jedzenie, czego również nie należy rozumieć dosłownie z wymienionych przed chwilą powodów. W 1 Krl 10,24 (por. też 2 Krl 9,23) czytamy, że „wszyscy” (pantes) przybywali do Salomona po radę, co oczywiście nie oznacza dosłownie wszystkich, bo na pewno byli gdzieś na świecie tacy ludzie, którzy do niego po radę przybyć nie mogli (choćby ze względu na odległość). Przykłady takiego zastosowania słowa pantes i zwrotów z nim związanych można by mnożyć, jednak jak widać już choćby z powyższych przykładów, słowo pantes może zakładać wyjątki. Biorąc to pod uwagę, należy uznać, że Ewangelista wcale nie chciał w Mk 7,3 za pomocą słowa pantes powiedzieć, że wszyscy Żydzi bez wyjątku przestrzegali zasady rytualnego mycia rąk przed jedzeniem. Owo uogólnienie miało najprawdopodobniej na celu pokazanie, że duża część Żydów przestrzegała tego zwyczaju, co potwierdzają źródła żydowskie z czasów Jezusa.
Reasumując, powyższe ateistyczne zarzuty wobec wiarygodności Marka nie są dostatecznie uzasadnione i na ich podstawie nie można przyznać, że Marek mylił się bądź to w kwestii topografii Palestyny, bądź to w kwestii zwyczajów żydowskich.
(luty 2006)
|