K a t o l i c k i   S e r w i s   A p o l o g e t y c z n y
Start GORĄCE POLEMIKI Kerygmat po katolicku KOŚCIÓŁ WSPÓLNOTĄ ODKUPIONYCH GRZESZNIKÓW

Menu główne
Start
Przewodnik po serwisie
POBIERALNIA
- - - - - - -
V SESJA APOLOGETYCZNA - Charyzmaty w Pismach Ojców Kościoła
- - - - - - -
NAUCZANIE KOŚCIOŁA
- - - - - - -
DOGMATYKA
- - - - - - -
ODNOWA KOŚCIOŁA
- - - - - - -
DYSKUSJE Z CHRZEŚCIJAŃSKIMI POGLĄDAMI
- - - - - - -
GORĄCE POLEMIKI
- - - - - - -
INNE POLEMIKI
- - - - - - -
Słowo wśród nas
- - - - - - -
F O R U M
Blog
- - - - - - -
Najnowsze artykuły
O nas
Wieści
- - - - - - -
Linki
Napisz do nas
Szukaj
KOŚCIÓŁ WSPÓLNOTĄ ODKUPIONYCH GRZESZNIKÓW PDF Drukuj Email
Wpisany przez bp Zbigniew Kiernikowski   
poniedziałek, 20 października 2008 23:42

Wspólnota świadomych zbawienia grzeszników, którzy stale nawracają się ku Chrystusowi, by żyć Jego życiem i w Jego logice – to właśnie jest Kościół. Autor, ceniony w kraju i za granicą biblista o oazowym i neokatechumenalnym rodowodzie, prowadzi nas do przeświadczenia, że w kościelnych ruchach nie chodzi o organizowanie wspólnoty dla niej samej, po to tylko, żeby ona była, ale po to, żeby tak przeżywała tajemnicę Kościoła, by być jego znakiem i zaczynem.


Kościół wspólnotą odkupionych grzeszników

 

Za zgodą wydawnictwa Światło-Życie (http://www.wydawnictwo-oaza.pl/ ) prezentujemy rozdział "3. Odkupienie – nowe stworzenie do komunii" 


3. Odkupienie – nowe stworzenie do komunii

3.1 Plan zbawczy – perspektywa wyzwolenia człowieka z niewoli siebie

Wobec człowieka, który znalazł się w sytuacji grzechu, Bóg zareagował. Szukał człowieka1. Szukał go nie po, aby go potępić, lecz by wybawić go z tej sytuacji, w jaką wszedł przez grzech. Przez zainicjowany i objawiony w protoewangelii (zob. Rdz 3, 15) plan zbawienia otworzył przed człowiekiem drogę powrotu do Siebie, by człowiek został uleczony przez Jego bezinteresowną miłość i Jego zainteresowanie się człowiekiem, wynikające z Jego niezmiennej wierności. Uzyska to swój szczyt w tym, co św. Jan określi słowami: Bóg tak umiłował człowieka, że Syna swojego dał (por. J 3, 16; Rz 5, 8nn). Przed człowiekiem, który na skutek grzechu ściągnął na siebie śmierć, Bóg otworzył w swoim Synu drogę zwycięstwa nad śmiercią w podjęciu przez Syna śmiertelności i samej śmierci. Tym samym we Wcielonym Synu, który stał się podległy śmierci, zniszczył dominację śmierci i owego lęku przed śmiercią – będących konsekwencją grzechu. To znaczy: posłał swego Syna, aby On w sobie pokonał (przeżył) to, czego człowiek po grzechu nie był w stanie pokonać  lęk. Ten lęk przed śmiercią Jezus przeżył jak prawdziwy i autentyczny lęk człowieka, lęk ludzki (zob. Mk 14, 33nn i paral.). Jezus nie zmienił tego, że lęk przed śmiercią jest lękiem i takim też nadal pozostaje, ale On ten lęk przeżył jako okazję i drogę powrotu do Ojca. Dzięki Jezusowi-człowiekowi zostaje dana nam przez wiarę moc wchodzenia w tę rzeczywistość śmiertelności. W ten sposób autentycznie przeżywany lęk przed śmiercią, jako konieczna konsekwencja grzechu nie ma już mocy determinującej człowieka2. Przed (poza) Chrystusem ten lęk był (i jest) czymś ograniczającym człowieka w jego relacji do Boga – poprzez brak zaufania do miłości Boga, miłości, która przekracza granice śmierci. W Chrystusie stał się swoistą bramą wyjścia i przejścia ku Bogu.

Ten stan czy proces lęku był narzędziem w ręku Szatana do trzymania człowieka w niewoli grzechu. Z poczucia lęku o siebie u człowieka, który nie zna Boga, wynikały i wynikają wszelkie tendencje podziałów, przejawy nieprzyjaźni, wrogości itp. Bóg w Jezusie Chrystusie wziął to na siebie. Wydał wyrok na śmierć przez poddanie Jezusa śmierci. Okazało się przez to, że śmierć nie ma już władzy, że to On ma władzę nad śmiercią. Jezus zjednoczył się z ludźmi, z każdym człowiekiem podległym śmierci i tym samym uznał ludzi, będących grzesznikami, a więc wrogami czy nieprzyjaciółmi Boga (zob. Rz 5, 6-10), za swoich, za swoich braci (zob. Hbr 2, 5-18; por. też postawę Józefa Egipskiego w Rdz 45, 5nn). Wziął na siebie i niejako przyjął w swoje ciało całą tę wrogość, fakt oddzielania się człowieka od człowieka, pozwalając, aby wrogowie (ludzie-grzesznicy) spełnili na Nim swoje zadanie wrogości  aby Go zabili.

Dokonało się to także po to, aby Prawo, które sankcjonowało, a nawet powodowało rozdzielenia między ludźmi3 i niejako nadawało moc grzechowi (zob. Rz 7, 7-13), zostało wypełnione na Nim. On to przyjął z pozycji grzesznika. Jezus nie przyszedł po to, by wypełnić Prawo z pozycji człowieka sprawiedliwego, czyli z pozycji neutralnej (jako niewinny – chociaż takim był) wobec Prawa4. Wszedł w sytuację człowieka grzesznego, a więc znalazł się w sytuacji niepoprawnej (w sytuacji przypisywanej Mu nieprawości) wobec Prawa.

W Jezusowym dziele zbawczym nie chodziło (i nie chodzi) tylko o to, aby pokazać ludziom jak pozytywnie wypełniać Prawo5 (gdyż po grzechu człowiek sam z siebie nie był do tego zdolny, mimo że próbował to czynić, a nawet o tym zapewniał6), lecz przede wszystkim o to, jak w ich sytuacji, to znaczy w sytuacji grzesznych ludzi, poddać się Bożemu zamysłowi, by Prawo Boże zostało spełnione w ich życiu (nie abstrahując od ich sytuacji grzechu). Jezus poddał się więc Prawu (zob. Ga 4, 4) i w oczach stróżów Prawa nie umarł jako sprawiedliwy – mimo, że nim był – lecz jako przestępca i bluźnierca (zob. J 18, 30; 19, 7; zob. też Mk 14, 63n)7. Każdy, kto w Niego uwierzy jako Tego, który poddał się Prawu i stosownie do Prawa został ukrzyżowany, a którego Bóg Ojciec wskrzesił z martwych, mocą tej wiary zaczyna patrzeć na siebie nie jako na sprawiedliwego, lecz jako na grzesznika, któremu jest ofiarowane usprawiedliwienie. I dlatego może poddać się wymaganiom Prawa, najpierw od strony negatywnej (to znaczy przyjmując słuszną karę i skutki grzechu) akceptując umieranie, a następnie od strony pozytywnej okazując drugim przebaczenie i miłość. W ten sposób zostaje wypełnione to, co stanowi cel Prawa, czyli miłość, komunia (zob. Pwt 6, 4n oraz Mt 23, 34-40; Rz 13, 8n).

3.2 Odkupienie – dzieło Boga w ciele Jezusa

Wracając do misji Jezusa, możemy tak ją określić: Jezus przyszedł po to, by w środowisku grzeszników stanąć jako grzesznik, i to ostatni, i w ten sposób otworzyć nowy sposób przeżywania rzeczywistości ludzkiej po grzechu. Zainicjował tym samym całkowicie nową postawę, właśnie taką, jaka jest w pełni adekwatna do rzeczywistego stanu grzesznika i która ostatecznie stanowi o jego odkupieniu. W ludzkim środowisku grzeszników dominuje bowiem specyficzna dynamika spychania skutków grzechu. Widać to szczególnie w środowisku tych grzeszników, którzy za takich nie chcą się uznać ani za takich uchodzić w oczach innych – Ci, na których spadają konsekwencje grzechu, a nie mający mocy brania ich na siebie do końca, spychają je na innych, szukając przy tym różnego rodzaju usprawiedliwień dla siebie. W konsekwencji cały ciężar spada zazwyczaj na najsłabszych, ostatnich. W ten sposób przebiegają dzieje świata.

Jezus stanął w takim środowisku jako ostatni. On, jako Syn Ojca, mający życie z Ojca i znający Jego miłość, większą niż grzech człowieka, był zdolny (miał moc) nie spychać już grzechu na innych, nie oskarżać innych, lecz wziął grzech na siebie (zob. J 1, 29). Stał się Sługą wobec wszystkich grzeszników, można też powiedzieć: wobec grzechu wszystkich ludzi. Na Niego spadły wszelkie nieprawości i wszelkie grzechy, jak to zapowiadali Prorocy (zob. np. Iz 53, 1-12). On pozwolił, by skutki grzechu zniszczyły Go. Bóg „dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu – powie św. Paweł w Drugim Liście do Koryntian – abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą” (5, 21). A w Liście do Galatów ośmieli się nawet odnieść przekleństwo do Chrystusa: z tego przekleństwa Prawa – z tej niewoli, z tego naszego zabłąkania, polegającego na tym, że zgrzeszywszy nie mamy mocy przyjąć do końca konsekwencji grzechu – „Chrystus nas wykupił, stawszy się za nas przekleństwem” (3, 13)8. Tym samym otworzył ludziom drogę prawdziwego wejścia we własną egzystencję (sytuacja po grzechu) łącznie z akceptacją własnej śmiertelności i śmierci (jako konsekwencji grzechu).

Sprawę pojednania, a właściwie jego miejsca możemy dobrze uchwycić odwołując się do Listu do Kolosan. Znajdujemy tam takie sformułowanie: „Zechciał bowiem Bóg, by w Nim zamieszkała cała Pełnia i aby przez Niego znów pojednać wszystko z sobą” (1, 19n).Prawdopodobnie chodzi nie tylko o pełnię (pleroma) Bóstwa – jak to zazwyczaj jest rozumiane – ale także o pełnię człowieczeństwa. Chodzi o pełnię stworzenia w conditio humana po grzechu, czyli także o manifestację pełni tego, co przez grzech odłączyło się od Boga i ujawniło stan zniszczenia pierwotnej doskonałości stworzenia. To zjednoczenie się Boga z człowiekiem w ziemskim życiu Jezusa doszło do szczytu i osiągnęło swą pełnię9, aby w Jego ciele dokonało się pojednanie: „wprowadziwszy pokój przez krew Jego krzyża” (Kol 1, 20). Znowu mamy więc tu element wrogości i zniszczenia wrogości przez krwawe pojednanie w ciele Jezusa.

W ciele Jezusa Chrystusa dokonało się bezbronne wyjście Boga naprzeciw wrogości człowieka. Dokonało się przyzwolenie ze strony Boga na to, by w tym konkretnym ciele Jezusa, Syna Bożego wrogość dopełniła swego dzieła, to znaczy zadała Mu śmierć. Jezus przyjął całą naszą ludzką naturę. Dla nas bardzo ważne jest to, że w tym Jezusie z Nazaretu, w którym objawił się Bóg, został rzeczywiście przeżyty do końca lęk przed śmiercią10, aż do tego rozdarcia: „Abba, Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie...” (Mk 14, 36; por. paral.). Na krzyżu zaś wołał: „Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” (Mk 15, 34), stawiając siebie niejako po stronie grzeszników, którzy nie czują bliskości, obecności Boga. Dzięki temu, że Jezus przyjął naszą sytuację i przeżył ją konsekwentnie aż do śmierci i to śmierci dla Niego niesprawiedliwej, została przed nami otwarta droga – zawsze w odwołaniu do Jego mocy – wchodzenia w zwycięskie przeżywanie lęku przed śmiercią, umieraniem i traceniem. To stanowi o wolności dzieci Bożych. Owocem zaś tego jest jedność i komunia na podobieństwo Boga.

Dokonało się tym samym przedziwne misterium: ludzie (grzesznicy, nieprzyjaciele Boga), zabijając swoją wrogością Jego ciało, ciało Boga i człowieka (będąc nadto przekonani, że służą Bogu), dali Bogu okazję do zamanifestowania (objawienia) tego, iż On jest dla nich Bogiem, który na ich wrogość odpowiada przebaczeniem. Tym samym został w Nim zniszczony ów mur wrogości (zob. Ef 2, 14-16). Przed człowiekiem została otwarta droga dojścia do Boga przez akceptację burzenia w sobie muru rozdzielającego, czyli wrogości. Człowiek zyskał perspektywę wchodzenia w jedność z Chrystusem dzięki Jego przebaczeniu i na mocy tego doświadczenia także w jedność z drugim człowiekiem (zob. Ef 2, 18n).

3.3 Z przyjęcia śmierci możliwa komunia – nowe Ciało Chrystusa

Sprawą fundamentalną jest dla nas to, że w ciele Jezusa Chrystusa, w tym przyjętym przez Niego ludzkim ciele, władza (dominacja) śmierci11 została pozbawiona mocy, dzięki temu, iż Chrystus pozwolił, aby Jego ciała dotknęły śmierć i wrogość – działanie Szatana. Jezus to przeżył w swoim ciele. Ten sam Jezus Chrystus staje się naszym pokojem. Św. Paweł pisze w Liście do Efezjan:

„On, który obie części [ludzkości – dodaje przekład BT]12 uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur – wrogość. W swym ciele pozbawił On mocy Prawo przykazań, wyrażone w zarządzeniach, aby z dwóch rodzajów ludzi stworzyć w sobie jednego nowego człowieka, wprowadzając pokój (...) w sobie zadawszy śmierć wrogości” (2, 14-16).

Podobnie w Liście do Kolosan:

„Was, którzy byliście niegdyś obcymi dla Boga i Jego wrogami przez sposób myślenia i wasze złe czyny, teraz pojednał w doczesnym Jego ciele przez śmierć” (1, 21-22).

Warto zwrócić uwagę na charakter tego pojednania. Jego początki zawierają się we wcieleniu, czyli zamieszkaniu Boga wśród ludzi (zob. J 1, 14). To Jego zamieszkanie nie było tylko jakąś Jego obecnością między ludźmi – obecnością wyizolowaną, zewnętrzną, ale było podzieleniem ich losu i wzięciem na siebie ich sytuacji. Bóg w Jezusie Chrystusie tak dalece zbliżył się do człowieka, że wziął na siebie rozdzielenie stworzenia od Boga i pozwolił, aby owo rozdzielenie będące skutkiem grzechu doszło właśnie w Jego ciele do kulminacyjnego punktu – do szczytu ludzkiej grzesznej egzystencji, jakim jest śmierć. Jezus przyjął tę śmierć na siebie. W Nim okazała się ona jednak śmiercią prowadzącą do życia, i to życia zupełnie nowego, które odznacza się uzdolnieniem do komunii poprzez pokonanie wrogości. Dokonało się to przez przyjęcie skutków zła (jakie wprowadza wrogość), w ciele Sprawiedliwego dla niesprawiedliwych. Dzięki temu ci, którzy przez wiarę poznają Chrystusa, mogą  na miarę swego poznania Jego Tajemnicy  także przyjmować wrogość, z jaką mogą się spotkać, i w zamian okazywać przebaczenie. Jest to już skutek interwencji Boga w życie człowieka. W ten sposób Chrystus usprawiedliwia swoich wrogów, grzeszników, otwiera drogę pojednania, jedności i pokoju. Między wrogie elementy wprowadza jedność i buduje nowe ciało. Podjęcie przez Jezusa śmierci, to zwycięstwo nad śmiercią i nad lękiem przed śmiercią, to zmartwychwstanie, pokonanie diabła, wytrącenie mu broni z jego ręki: lęku przed śmiercią i pokazanie, że ten lęk nie jest już żadnym narzędziem ataku, że jest tylko swoistym straszakiem13.

Pokonanie lęku przed śmiercią, czyli lęku o siebie – co stało się w Jezusie i zostało przekazane jako Tajemnica (Mysterion) Kościołowi  wprowadziło człowieka w nowe perspektywy, w nową jakość relacji z drugim. Ten, kto poznał Jezusa Chrystusa, Jego tajemnicę, i nie musi ani potwierdzać siebie przed drugim, ani też bronić siebie, zaczyna postrzegać każde swoje wychodzenie ku drugiemu nie tyle i nie tylko jako swój dobry czyn dla drugiego, ale jako okazję do przekraczania siebie (bycie nie dla siebie)14 i łaskę (dar) dla siebie samego, by w ten sposób stawać się na obraz i podobieństwo Boga. Oczywiście to będzie (zawsze) związane ze zmaganiem się, a niejednokrotnie z wołaniem do Boga: oddal ode mnie ten kielich (zob. Mk 14, 36), albo nawet z poczuciem bycia opuszczonym i wydaniem w moc drugiego. Jeśli jednak to działanie zostanie przyjęte, będzie ono okazją do doświadczenia nowego życia i nowych relacji.

Zwycięski bój rozegrał się w ciele Jezusa i stał się zaczątkiem nowego ciała, w które wchodzą i które tworzą pojednani grzesznicy – dawni nieprzyjaciele Boga. Celowo bardzo mocno podkreślam, iż to pokonanie wrogości dokonało się w Jego konkretnym ciele, podobnie bowiem będzie się to dokonywało w Jego Ciele, jakim jest Kościół, jak też i w każdym z jego członków. Jest to stałe zadanie Kościoła-wspólnoty: przeżywanie siebie jako Ciała Chrystusa, w którym dokonuje się konieczne niszczenie (burzenie) muru, tj. wrogości i z którego promieniuje pojednanie. Oczywiście zawsze będzie się to dokonywało kosztem tego, kto poznał, co to znaczy być członkiem tak pojednanego ciała – Ciała Chrystusa.

3.4 Owoce pojednania – zburzenie muru wrogości – zaistnienie Ciała i jego wzrost

Na wspólnotę kościelną w aspekcie jej jedności i roli jednania można spojrzeć głębiej i bardziej precyzyjnie w świetle nauki św. Pawła. W pismach Pawłowych można zauważyć pewną ewolucję wizji Kościoła jako ciała. Prawdopodobnie odzwierciedla ona wzrost i rozwój (samo)świadomości i doświadczenia pierwotnych wspólnot chrześcijańskich. Rozumienie wspólnoty chrześcijańskiej jako ciała jest jednym z praktycznych skutków pojednania dokonanego przez zburzenie muru wrogości, które spełniło się w fizycznym ciele Chrystusa i jest przekazane jako dar tym, którzy w Niego wierzą, aby także w nich była niszczona wrogość. Oznacza to, że każdy wierzący w Chrystusie będzie tak pojmował siebie w odniesieniu do drugiego, a wszyscy wierzący – jako członki ciała – będą świadomie właśnie w tym sobie pomagali, aby każdy przeżywał jak najwięcej z tego misterium (po)jednania przez burzenie w sobie rozdzielającego muru, czyli wrogości. Wszyscy zaś, poznawszy tę tajemnicę i uznawszy ją za zasadę swego nowego życia, będą w tej dziedzinie świadomie współdziałali i wzajemnie umacniali się, aby nie tylko w nich, ale w całym Ciele nie zwyciężała logika obrony siebie. Dzięki takiej postawie dokonuje się prawdziwe pojednanie, powstaje jedność, która jest wyrażana obrazem ciała, aż do utożsamienia wspólnoty z ciałem Chrystusa. Oczywiście nie dokona się to za jednym pociągnięciem, jest to pewien rozwój.

W procesie rozwoju relacji między Chrystusem a wspólnotą-ciałem, w Pawłowej wizji wspólnoty kościelnej, dają się wyróżnić trzy zasadnicze fazy albo raczej aspekty bądź akcenty w rozumieniu tej rzeczywistości. Nie dają się one jasno wyodrębnić i usystematyzować w następujących kolejno po sobie stopniach rozwoju, lecz w jakiejś mierze stale współistnieją i zawsze są obecne w strukturze i życiu Kościoła  w jego relacji do Chrystusa. Niemniej metodologiczne ich wyróżnienie i próba ich określenia ma swoje uzasadnienie i może posłużyć do lepszego rozumienia dynamiki wzrostu i tożsamości wspólnoty chrześcijańskiej.

3.4.1 Odniesienie do ciała – organizmu

Pierwszym, może najbardziej zewnętrznym aspektem czy sposobem rozumienia przynależności Kościoła do Chrystusa jest określenie go jako jednego ciała w Chrystusie. Św. Paweł w Liście do Rzymian, pisząc o wspólnocie Kościoła, stwierdza: „podobnie wszyscy razem tworzymy jedno ciało w Chrystusie” (12, 5). Nie mówi tutaj: jesteśmy Ciałem Chrystusa, czy też: tworzymy ciało Chrystusa (jak to później powie w 1Kor 12, 27), ale: tworzymy jedno ciało w Chrystusie, albo: jesteśmy jednym ciałem w Chrystusie. Określenie w Chrystusie jest więc w wizji Autora jakąś wielkością czy miarą określającą wspólnotę jako ciało. Określenie to stanowi pewne kryterium bycia ciałem-wspólnotą. Nie jest tylko prostym porównaniem, lecz określeniem (jakości) bycia w Chrystusie15.

Ludzie pojednani w Chrystusie, tzn. ci, którzy doświadczyli czegoś z owego burzenia muru rozdzielającego, są w stanie tworzyć jedność na wzór Chrystusa, są w stanie być w Chrystusie. Nie ma jeszcze tutaj mowy o utożsamieniu tworzonej przez nich wspólnoty z ciałem Jezusa Chrystusa, lecz zostaje wskazane odniesienie ich wspólnoty do Chrystusa jako rzeczywistości określającej sposób bycia wspólnoty. Można powiedzieć, że jest to bycie na wzór Chrystusa. Chrystus stanowi pewną zasadę bycia, czyli jest principium16 tego nowego rodzaju egzystencji.

Początek 12 rozdziału Pierwszego Listu do Koryntian przedstawia pewną organizację Kościoła, który jest zebraniem ludzi. To zgromadzenie, a właściwie zwołanie (ekklesia i qahal17) zostaje określone przez konkretne principium, którym jest Jezus Chrystus. Kościół jako wspólnota to nie jakaś suma jednostek zebranych dla (realizacji) jakiegoś celu czy zebranych z jakiejś okazji, lecz jedno ciało określone rzeczywistością Jezusa Chrystusa, dzięki doświadczeniu pojednania, burzenia rozdzielającego muru.

Momentem, który wprowadza w to doświadczenie jest chrzest, poprzedzony naturalnie odpowiednim przygotowaniem18. W chrzcie bowiem następuje zwleczenie starego człowieka (otaczającego się obronnym murem) i przyobleczenie w nowego, który jest uzdolniony do jedności przez tracenie siebie dla drugiego. Rzeczywistość wspólnoty staje się czy realizuje się przez wchrzczenie człowieka w tę istniejącą już wielkość, jaką stanowi Chrystus i co za tym idzie przyjęcie przez niego określonego systemu wartości, wynikającego z odniesienia do Chrystusa. Można więc powiedzieć, że to pierwsze elementarne doświadczenie zwycięstwa nad swoją koncepcją życia i nad lękiem o siebie, albo koniecznością obrony siebie, stanowi dla człowieka zasadniczą wartość, której odtąd chce poddawać swoje życie – być jedno z drugim (czyli stanowić ciało) w Chrystusie. Jest to pierwszy i najbardziej podstawowy etap (aspekt) bycia we wspólnocie. Ktoś zostaje pociągnięty tą prawdą i wynikającymi zeń zasadami, jakie reprezentuje wspólnota żyjąca w Chrystusie, tzn. kształtowana wokół Jego nauki (słowa) i Jego mocy obecnej w sakramentach, i chce swoje życie poddać tej jakości życia w Chrystusie. Jest to rozpoczęcie procesu zmierzającego do utożsamienia się z Chrystusem: gotowości na to, by zostać uzdolnionym – przyjąć uzdolnienie – dla całkowitego stracenia i wydania siebie na wzór Chrystusa i wejść w świadomość bycia członkiem Jego ciała, co stanowi kolejny etap (aspekt) rozwoju.

3.4.2 Bycie ciałem Chrystusa

W tym samym rozdziale Pierwszego Listu do Koryntian (w. 27) św. Paweł mówi o chrześcijanach jako ciele Chrystusa, zwracając się bezpośrednio do nich: wy jesteście Ciałem Chrystusa. Te słowa wskazują na kolejny (drugi) etap rozwoju (wzrostu) świadomości relacji Kościoła-wspólnoty do Chrystusa. Jest to swoiste utożsamienie wspólnoty z Chrystusem. Wspólnota jest widziana już nie tylko jako mająca w sobie principium Chrystusa, albo mająca Chrystusa jako principium, lecz jest pojmowana jako stanowiąca Jego Ciało. Jest to dalszy krok w rozwoju wewnętrznej świadomości wspólnoty i poszczególnych jej członków.

Wspólnota jest nie tylko określona przez Chrystusa, ale staje się faktycznie Jego Ciałem – żyje Jego życiem i ma tego świadomość. Jest to możliwe wtedy, gdy poszczególni jej członkowie wchodzą w tę wielkość (w ten wymiar), jaką stanowi Chrystus, to znaczy chcą, by ta sama rzeczywistość stawała się w nich. Przyjąwszy w chrzcie ducha Chrystusa i kierując się odtąd w życiu tym duchem, „nie żyją już dla siebie, lecz dla Tego, który umarł i zmartwychwstał” (2Kor 5, 15 ET PASSIM). Zaczynają wówczas żyć w świadomości wspólnoty – lecz już nie tylko jakiejś wspólnoty, lecz wspólnoty, która jest czymś większym, niż suma poszczególnych członków ciała, złączonych jednym principium, lecz stanowiące nową jakość. Taka wspólnota rzeczywiście stanowi ciało Chrystusa  Kościół. Poszczególne członki pojmują siebie nie tylko w odniesieniu do pewnych wartości, ale – doświadczywszy wspomnianego zwycięstwa nad tym, co rozdziela – rozumieją siebie jako integralnie przynależne do Ciała Chrystusa i stanowiące Ciało Chrystusa. Dla każdego z członków bycie wszczepionym w ciało i stanowienie tego ciała jest faktorem nadrzędnym we wszystkich wymiarach i dziedzinach życia. Można powiedzieć, że wszystko, co przeżywa poszczególny członek uzyskuje nową wartość i wagę, dlatego że jest członkiem ciała Chrystusa.

Jest to nowy rodzaj egzystencji, egzystencji w Ciele Chrystusa i przyjęcie świadomości jakości tej nowej egzystencji. Co więcej, poszczególne członki zaczynają dostrzegać potrzebę odkrywania tych różnic oraz to, że stanowią one okazję do umierania sobie, by żyć życiem Chrystusa dla drugich – dla drugiego innego (czasem wrogiego). Wskutek tego tam, gdzie był mur rozdzielający pojawiły się czynniki nie tylko łączące różnych w jedno ciało, ale uzdalniające do tego, by to, co dotychczas dzieliło, wykorzystywać jako materię (po)jednania, by ostatecznie – mimo różnic wyjściowych  stanowić ciało Chrystusa.

Oznacza to także przyjęcie konsekwencji przeżywania samego procesu pojednania przez przyzwalanie na niszczenie w sobie owego rozdzielającego muru – wrogości, na wzór Chrystusa. To utożsamienie przeżywane przez poszczególne członki w Ciele Chrystusa nie jest jednak ani automatyczne, ani absolutne. Godzenie się na niszczenie w sobie rozdzielającego muru, jakim jest wrogość, jest wolnym współdziałaniem każdego poszczególnego członka z Chrystusem (w Jego Ciele) dla dobra i na rzecz innych ze świadomością, że to służy nie tylko całemu ciału, ale także temu konkretnemu członkowi. Jest to odbierane przez poszczególne członki jako łaska i dar i stale jako zadanie do spełniania. Sam Chrystus bowiem jako Osoba nie wyczerpuje się w tym Kościele-wspólnocie. On jest większy niż wspólnota, przekracza ją, chociaż ta stanowi Jego Ciało.

3.4.3 Relacja członków do głowy

Właśnie na ten fakt, że Chrystus nie wyczerpuje się w Kościele, który co prawda stanowi Jego Ciało, ale który nie wyraża całej egzystencji Jezusa Chrystusa, wskazuje kolejny obraz czy figura odnosząca się do relacji: Chrystus – Kościół. Jest to obraz głowy. Przywołujemy ponownie z Listu do Kolosan ujęcie Kościoła jako Ciała, wobec którego Chrystus jest Głową (1, 18). Poza obrazem utożsamienia Kościoła z Ciałem Chrystusa, mamy tutaj wykorzystany także obraz Głowy wskazujący na relację Chrystusa do Kościoła i vice versa. Chrystus jest wobec Kościoła Głową. Naturalnie między głową a ciałem istnieje pewna płaszczyzna utożsamienia (głowa jest bowiem częścią ciała). To porównanie wskazuje jednak także różnicę wyrażającą się w tym, że głowa zajmuje szczególne miejsce w ciele i pełni specyficzną rolę wobec ciała. Autor Listu do Kolosan pozostaje więc przy tym swoistym utożsamieniu (do pewnego stopnia) Kościoła z Ciałem Chrystusa, jednak ze świadomością tego, iż istnieje także rozróżnienie między głową a ciałem, a tym samym wyartykułowanie relacji poszczególnych członków ciała do jego głowy.

W drugim rozdziale tegoż Listu Apostoł pisze nawet o możliwości oderwania się któregoś z członków od Głowy (2, 19). Może to się stać wskutek pewnych indywidualnych postaw i zachowań religijnych czy pseudoreligijnych, swoistych postaw i praktyk pobożnościowych19, które mogą przyczyniać się do tego, że chrześcijanin, będący członkiem Ciała, odłącza się od Chrystusa-Głowy.

„Taki, nadęty bez powodu zmysłowym sposobem myślenia, nie trzyma się Głowy – z którego całe Ciało zaopatrywane i utrzymywane w całości dzięki wiążącym połączeniom członków, rośnie Bożym wzrostem” (Kol 2, 18-19).

Warto zwrócić uwagę, że Apostoł nie pisze: nie trzyma się mocno Głowy, z której, choć w języku greckim, podobnie jak w polskim, głowa – kephale jest rodzaju żeńskiego, ale pisze właśnie: nie trzyma się mocno Głowy, z którego (to znaczy z Chrystusa) całe Ciało rośnie Bożym wzrostem20.

Za tym sformułowaniem (niepoprawnym gramatycznie) stoi świadomość najbardziej dojrzałej i pełnej relacji między Chrystusem a wspólnotą kościelną, spełniającej się w poszczególnych jej członkach i dzięki nim. To Chrystus tak dalece utożsamił się z człowiekiem (zniżył się do niego), że umożliwił mu uczestnictwo w naturze i życiu Boga. Nie oznacza to jednak anonimowego rozpłynięcia się poszczególnych członków w ciele. Człowiek jako jednostka i jako członek wspólnoty dotyka granic bycia utożsamionym z Bogiem (naturalnie dzięki Jego łasce). Ten proces ma zawsze charakter wolnej relacji – właśnie to wyraża stosunek członka do głowy – i utrzymuje zachowanie własnej osobowej tożsamości i odrębności aż do tego stopnia, że nawet jest brana pod uwagę możliwość odłączenia się któregoś z poszczególnych członków od Głowy. Naturalnie jest to moment negatywny. Może jednak służyć poznaniu błędu (ukrytego głębiej, niż ktoś może to o sobie przypuszczać) i nawróceniu, a w konsekwencji posłuży to życiu w prawdziwej wolności oddania się przez trzymanie się Chrystusa-Głowy. Jest to znamię charakteryzujące jakość relacji poszczególnych członków ciała do Głowy. Tego rodzaju relacji nie znajdzie się w innych społecznościach. Chodzi o taki wymiar wolności, która nie wyklucza błędu czy grzechu i daje możliwość nawrócenia przez przebaczenie prowadzące w konsekwencji do takiego trzymania się Chrystusa, by móc wydawać swoje życie21. Jest to personalizm, który moglibyśmy nazwać chrystusowo-kościelnym. Tym samym z chrześcijańskiej postawy zostają wykluczone zarówno wszelkie indywidualizmy religijne, prowadzące do kształtowania fanatycznych bohaterów, jak i bezimienna masowość w przeżywaniu religii, która prowadzi do obojętności, relatywizmu i synkretyzmu.

3.4.4. Współczesność i rozwój poszczególnych faz

Podsumowując, możemy powiedzieć, że te trzy fazy (aspekty) wzrostu i istnienia Kościoła22 wyrażają jego specyficzną dynamikę, która odróżnia go od innych społeczności czy organizacji. Najpierw porównywanie Kościoła-wspólnoty do ciała zorientowanego na Chrystusa, określa podstawowy charakter wspólnoty – charakter Chrystusowy. Chrystus stanowi metrum życia wspólnoty. W tym aspekcie Kościół nie jest utożsamiany z Chrystusem, lecz jest przez Chrystusa określany.

Druga faza to patrzenie na Kościół jako wspólnotę stanowiącą Ciało Chrystusa i w pewnym sensie utożsamianą z Ciałem Chrystusa. Tego Ciała nie tworzy się przez zebranie czy zsumowanie jednostek, lecz przez włączenie ich w samego Chrystusa, tzn. przez osobową relację każdego z Chrystusem i przyjęcie ich przez Niego, by stały się Jego ciałem. Dopiero włączone przez Niego i w Niego, otrzymawszy niejako dar Jego natury, tworzą jedno ciało. Nie jest to jednak tylko jakieś ciało, lecz Ciało Chrystusa.

Wreszcie trzecia faza to uwypuklenie świadomości pewnej rozłączności i odrębności Ciała Chrystusa, którym jest Kościół (i jego poszczególnych członków), od Głowy, którą jest Chrystus. Poszczególne członki nie są wtłoczone anonimowo i na siłę, bez świadomości własnej odrębności, w jakąś organizację, lecz zostaje im  każdemu z osobna  dana możliwość realizacji wzajemnej wolnej relacji osobowej z Chrystusem, pozostawiającej stale przestrzeń wyboru aż do odejścia. Przy czym zawsze istnieje możliwość wolnego powrotu, czyli nawrócenia. Jest to możliwe, gdyż Ten, który jednoczy  Jezus Chrystus  stale wydaje siebie za każdego potrzebującego powrotu, burząc w sobie mur rozdzielenia. Jest to prawdziwa Tajemnica.

Świadomość i troska o tę osobistą relację z Chrystusem, zarówno wspólnoty, jak i poszczególnych jej członków, jest istotnym elementem troski o wzrost Kościoła. Każdy członek świadomy swej pozycji  niezależnie od tego, jaka by ona nie była: nawet najbardziej oddalona czy po ludzku stracona  ma zawsze dopóki żyje możliwość nawrócenia i wolny dostęp do Głowy. Każdy też człowiek bierze odpowiedzialność nie tylko za swoje trzymanie się Chrystusa jako Głowy i za swoje zwracanie się (nawracanie się) do tej Głowy, ale także za umożliwianie powrotu tym, którzy odeszli. Zachodzi tutaj przedziwna prawidłowość: im bardziej ktoś trzyma się Chrystusa-Głowy, tym bardziej umożliwia ciału bycie otwartym na innych, na powrót grzeszników  trzyma się bowiem tylko takiej jednej Głowy, a nie podlega żadnym kompromisom, koniunkturom, ani też koncepcji wspólnego dobra pojętego na sposób ludzki. Może bowiem jednoznacznie przyjąć inność i wrogość, a dać przebaczenie i miłość. Z drugiej strony, im bardziej ktoś umożliwia innym wchodzenie do własnego wnętrza z ich innością, a nawet wrogością, i jest gotów okazywać przebaczenie, a nie tylko chodzić drogami kompromisów, tym bardziej czuje potrzebę właściwego, czyli bezwarunkowego i definitywnego trzymania się Chrystusa-Głowy. Tego rodzaju jakość egzystencji pochodzi tylko i wyłącznie od Chrystusa-Głowy. Tylko On może karmić i utrzymywać w jedności takie Ciało, w którym żyje się z przebaczenia i dla przebaczenia.

Jakżeż ogromnie wiele mamy do zrozumienia i do zrobienia na tym polu w koncepcji naszego duszpasterstwa i w ogóle Chrystusowego Kościoła. Jakaż odpowiedzialność spoczywa na tych, którym została powierzona ta Tajemnica i niesienie jej w czasie i przestrzeni każdego pokolenia  także naszego pokolenia. Jest to kwestia nie tylko tożsamości Kościoła i każdej wspólnoty chrześcijańskiej, ale sensu ich istnienia w dzisiejszym świecie, czyli misji wobec świata. Nieszczęściem jest bowiem, jeśli sól zwietrzeje i straci swój specyficzny smak. Jest to tragedią dla (domniemanej) soli, a także nieszczęściem dla świata, który może zostać z tego powodu bez poznania smaku zbawczej soli. W tym zadaniu nikt nie zastąpi tych, którzy są posłani przez Jezusa. Jeśli oni nie będą wystarczająco czytelni i przekonywujący, to łatwo powstaną fałszywi prorocy i nauczyciele. To nie jest ich wina. Oni odpowiadają na zapotrzebowania świata, które pozostają niewypełnione przez tych, którzy otrzymali moc, a z niej nie korzystają. Wina ciąży na tych, którzy mają skarb, a nie zawsze umożliwiają mu uaktywnienie ze względu na swoją małoduszność i zamknięcie (zob. Łk 11, 52; Mt 25, 24n). Nie wystarczy zwalczać sekty i inne podobne inicjatywy. Trzeba wypełnić lukę i brak w ludzkich sercach prawdziwą mądrością – mądrością krzyża przeprowadzającą przez doświadczenie umierania dla siebie i uzdalniającą do miłości nieprzyjaciół.




1 Początek tego stanowi pytanie: „Adamie, gdzie jesteś...” (Rdz 3, 9). Jest to pytanie o egzystencjalną sytuację człowieka.

2 Jest to sprawa pojęcia siebie wobec zaistniałych konsekwencji grzechu. Chodzi o zaakceptowanie siebie w świetle zaistniałego grzechu, czyli słuszne uznanie siebie za grzesznika, który podlega wszystkim konsekwencjom grzechu, i także przyjęcie faktu-prawdy, że jest czymś normalnym zostać potraktowanym jak grzesznik. Jest to możliwe tylko dzięki przychodzącej z zewnątrz, od Boga do grzesznika nowinie, na którą składa się wszystko to, co stanowi objawianie planu począwszy od protoewangelii (zob. Rdz 3, 15) aż do Ewangelii. Treścią tej nowiny, niezależnie od tego jak ona będzie wyrażona na poszczególnych etapach, jest zawsze zaangażowanie się Boga w wybawienie człowieka z jego stanu grzechu, odejścia od Boga. Dostrzega się, że warunkiem dotarcia treści tej nowiny do człowieka jest właśnie uznanie się za grzesznika. Z kolei uznanie się za grzesznika jest możliwe tylko w świetle tej nowiny.

3 Prawo po grzechu, nakazując człowiekowi czynienie dobra, a nie dając mu mocy do spełniania tego, co nakazywało, stawiało go w sytuacji konieczności spełniania go własnymi siłami i tym samym w jakiś sposób prowadziło go do wyeksponowania siebie samego, afirmacji siebie. Jeśli człowiekowi udawało się spełniać coś z tego, co Prawo nakazywało, był skłonny uznać to za swój czyn stawiający go w uprzywilejowanej pozycji wobec innych (zob. Łk 18, 9). Jeśli zaś nie wypełniał Prawa lub je przekraczał, nie mając w sobie mocy uznania swego błędu i brania konsekwencji tego przekroczenia, szukał samousprawiedliwienia i skłaniał się ku oskarżaniu kogoś innego (zob. Łk 15, 1n). W konsekwencji więc Prawo, którego celem było osiągnięcie stanu miłości Boga i bliźniego, prowadziło nierzadko do wyeksponowania rozdzielenia. Natomiast, gdy człowiek zostanie uzdolniony do miłości na miarę Jezusa Chrystusa, wówczas nawet nie starając się o wypełnienie Prawa, wypełni je (zob. Rz 13, 8nn).

4 Pojawia się tu kwestia interpretacji Mt 5, 17 – czy w kierunku nakładania na grzesznika zobowiązań wypełniania przepisów Prawa czy akceptacji prawdy, iż Prawo ma się spełnić na grzeszniku (najpierw przez ukaranie go – śmierć, a potem wyniesienie – nowe życie). Po grzechu (jako grzesznik) żaden człowiek nie może całkowicie wypełnić Prawa zachowując siebie; aby to się mogło stać, musi zaakceptować konsekwencje swego grzechu, czyli umieranie dla siebie wobec Prawa.

5 Zasadniczy problem ludzi po grzechu nie leży w spełnianiu uczynków, lecz w jakości egzystencji. Uczynki są konsekwencją jakości egzystencji. Nie wystarczy wysiłek zmierzający do zmiany (niektórych) uczynków. Potrzebna jest najpierw zmiana (przyzwolenie na nią) wnętrza człowieka (zob. np. Mt 15, 1-20).

6 W tym tkwi cały problem możliwości spełnienia przymierza pod Synajem w takim kluczu, jak to myśleli Izraelici (zob. Wj 24, 7).

7 Jezus wypełnił Prawo, albo inaczej mówiąc: w Jezusie Prawo zostało wypełnione, gdyż On jako pierwszy spośród tych, którzy byli poddani grzechowi, przyjął na siebie konsekwencje grzechu.

8 Jest to spełnienie tego, co na różne sposoby zapowiadali prorocy, szczególnie Izajasz w Pieśni o Słudze Jahwe (zob. Iz 42, 1-9; 49, 1-7; 50, 4-9; 52, 13 - 53, 12).

9  Wcielenie jako zjednoczenie Jezusa z (grzesznym) człowiekiem cechowało całe życie Jezusa i było jedną z bezpośrednich przyczyn oskarżania Go (zob. np. Mt 9, 11; Łk 15, 2 i in.), uzyskało niejako swój punkt kulminacyjny i najbardziej paradoksalny wymiar w wołaniu Jezusa na krzyżu: „Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” (Mk 15, 34). Ten szczyt wcielenia może być postrzegany jako stanięcie Jezusa po stronie grzesznika, który nie odczuwa i nie rozpoznaje obecności Boga. Możemy to widzieć jako wyraz pełni niepełni czy braku. W takim bowiem stanie znalazło się stworzenie wobec Boga. Nikt z ludzi nie mógł tak przylgnąć do statusu grzesznika, jak uczynił to Jezus, który nie był grzesznikiem. Będąc Synem Bożym, dał się dobrowolnie potraktować jak grzesznik na rzecz grzeszników. Objawił tym samym możność (sposób) przylgnięcia grzeszników do ich stanu i przyjęcia w tym stanie zbawienia.

10 Używamy celowo strony biernej, by wskazać nie tylko na sam fakt przyjęcia tego doświadczenia przez Jezusa, ale na jego efekt: skoro Jezus przeżył ten lęk przed śmiercią nie wycofując się, to znaczy, że ta blokująca człowieka struktura i oddziaływanie lęku – są przeżyte (zostały pokonane) i odtąd staje się możliwe, by także inni to przeżyli i doznali zbawienia. Nie chodzi tu jednak tylko o pewien wzór do naśladowania, ale o strukturę bycia i moc pozostawioną w sakramentach.

11 Przez przyjęcie śmierci Jezus zniweczył jej zastraszający i determinujący (trzymający człowieka w niewoli) charakter (zob. Hbr 2, 14n).

12 Bezpośredni kontekst mówi o relacjach Żydów i pogan, ale ostatecznie chodzi też o tę fundamentalną jedność człowieka z każdym drugim człowiekiem.

13 „Śmierć zwarła się z życiem i w boju, o dziwy, choć poległ Wódz życia, króluje dziś żywy” . fragment sekwencji „Victimae Paschali Laudes”

14 Zob. Rdz 2, 18; oraz wyżej przypis 9. Chrześcijanin przeżywa spotkanie z drugim, który w jakiś sposób go dotyka i otwiera (rani) jego bok, jako łaskę  trudną co prawda, ale potrzebną mu łaskę. Wie bowiem, że bez tego procesu zostałby sam, wchodzenie zaś w ten proces umożliwia mu stawanie się na obraz Boga, upodabnianie się do Chrystusa – nowego Adama.

15 Obraz ciała jako rzeczywistości zorganizowanej bywał w starożytności odnoszony zarówno do kosmosu, jak i społeczności ludzkiej. Zaczątki tego możemy dostrzec już u stoików. Znamienna w tej dziedzinie jest bajka Meneniusza Agryppy i metafora Plutarcha oraz wypowiedzi Cycerona czy Marka Aureliusza, przyrównujące społeczności ludzkie do organizmu. Widać, że problem organizacji społeczności nurtował starożytnych. Omówienie tekstów wyżej wspomnianych autorów, jak też innych związanych z tą tematyką  zob. np. E. Best, „One body in Christ”, London 1955, 221-225.

16 Termin principium jest szerszy od polskiego terminu zasada, zawiera bowiem także element początku (inicjacji), podobnie też grecki termin arche (zob. Kol 1, 18).

17 Od czasownika qhl. Zob. także przypis 4.

18 To przygotowanie ma swój początek w spotkaniu ze słowem Boga – Dobrą Nowiną, obwieszczającą nową rzeczywistość zaistniałą w Jezusie Chrystusie (kerygmat). Sam proces przygotowania (katechumenat) może być dłuższy lub krótszy, istotne jest jednak to, aby zaistniała wiara w Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. Paradygmat takiego przygotowania możemy widzieć w Dziejach Apostolskich. Zob. ks. Z. Kiernikowski, Historia Filipa (Dz 8, 25-40)., w: „Ruch Biblijny i Liturgiczny” 3-4(2000), s. 206-213. Paradygmat ewangelizacji

19 To wszystko zbiera List do Kolosan w podsumowującym wyrażeniu ethelotreskia, czyli kult własnego pomysłu (2, 23).

20 Zachodząca tutaj niepoprawność gramatyczna nie jest przypadkowa. Świadczy o tym, że Autor używając terminu głowa nie tyle myślał o głowie w jej funkcji wobec ciała, ile raczej o Głowie jako Chrystusie – Osobie i relacjach, jakie zachodzą między Nim a Ciałem, poszczególnymi Jego członkami.

21 Przykładem tego jest Piotr w swojej relacji do Jezusa przed zaparciem się i w nawróceniu. Jezus, świadom tego kim był Piotr i jak się zachował i mógł zachować, nie modlił się za niego, by ten nie zaparł się Go, lecz by w sytuacji upadku nie ustała jego wiara (zob. Łk 22, 32), czyli jego odniesienie do Jezusa, które też sam Jezus mu ułatwił przez spojrzenie na niego (zob. Łk 22, 61).zdobywa dla Boga Ojca. To jest najwyższy stopień relacji z Chrystusem i tego rodzaju relacja jest pierwsza i ona przewodniczy, tzn. ma zadanie kształtować wszystkie inne relacje. Tu zasadza się sposób i jakość przewodniczenia w ciele tak, by okazało się, iż wszystko, co dzieje się w ciele, pochodzi od jednej Głowy – od Chrystusa wydającego siebie za tych, których

22 Trzeba zwrócić uwagę na komplementarność tych poszczególnych, wyżej wymienionych aspektów rozumienia Kościoła jako ciała Chrystusa. Nie można skupiać się tylko na jednym z nich, ograniczałoby to bowiem właściwy sposób przeżywania rzeczywistości Kościoła. Kościół nie może być rozumiany tylko jako ciało określane przez Chrystusa, bo w ten sposób można sprowadzić chrześcijaństwo do pewnego systemu wartości bez konieczności przyjęcia osobistej relacji z Chrystusem. Nie wystarczy także utożsamienie Kościoła z ciałem Chrystusa, wówczas bowiem łatwo można rozumieć, że włączenie się w Kościół polega na automatycznym wszczepieniu członka w pewien organizm, bez jego świadomego udziału, albo też że jest możliwością „demokratycznego” działania – skoro jesteśmy ciałem Chrystusa, to Chrystus myśli i decyduje tak jak my. Najpełniejszym wyrazem życia wspólnoty kościelnej wydaje się być to, co wyraża ten trzeci obraz Kościoła jako ciała Chrystusa, dla którego Chrystus jest Głową. Osobowy związek zachodzący między Chrystusem a Kościołem – Jego Ciałem św. Paweł wyraża najczęściej właśnie poprzez relację głowa – ciało. Ale związek ten uzyskuje też inne zdefiniowanie w bardzo wymownym obrazie relacji oblubieńca i oblubienicy (zob. Ap 21, 2. 9; 22, 17, a także J 3, 29; ten obraz też jest jakoś obecny w 2 Kor 11, 2; Ef 5, 29).

 

Serwis Apologetyczny: katolickie spojrzenie na wiarę
http://apologetyka.katolik.pl