|
Niedawno znajomi poskarżyli mi się, że nie pozwolono ich dzieciom oglądać Smerfów – bajki animowanej, całkiem przecież miłej, łagodnej i zabawnej. Nie to jednak było najdziwniejsze. Otóż całkiem kuriozalna wydała mi się argumentacja przeciwników niebieskich ludków: mianowicie Smerfy miały grozić dzieciom podstępnymi wpływami masońskimi! Zaciekawiło mnie to na tyle, aby zbadać tę sprawę.
Rzeczywiście w 2006 roku w wielu polskich portalach internetowych szeroko dyskutowano tę samą sensacyjną wiadomość:
„Rzymskokatoliccy biskupi dopuścili do oskarżenia smerfów o powiązania z masonerią. W kwietniu 2006 gazeta przeznaczona dla kadry watykańskiej, «Avvenire», opublikowała tekst, w którym stwierdzono, że symbolika filmu dla dzieci propaguje idee masońskie. Smerfy są niebieskie – dlatego już tym przypominają lożę masońską. Autor tekstu, prof. Antonio Soro, twierdzi, że Papa Smerf to nie kto inny, tylko uosobienie wielkiego mistrza loży masońskiej. Liczba smerfów, 99 (nie wliczając Smerfetki), to dokładna liczba stopni wtajemniczenia w jednym z rytów wolnomularskich (Memphis-Misraim). Śmiertelnym wrogiem smerfów (czyli masonów) jest zły i głupi Gargamel. Jest on ubrany w czarny strój, wyglądem przypominający katolickiego księdza, który próbuje wykraść tajemnice skrzatów. Gazeta przypomniała jednocześnie, że w przeszłości próbowano już doszukiwać się podobieństw dziejów niebieskich krasnali z komunizmem i nazizmem. Poza tym smerfy noszą czapki frygijskie”.
Zacytowano ją nawet w Wikipedii, na szczęście jednak jakiś trzeźwo myślący redaktor usunął ją z braku źródeł. Jej ślad pozostał jedynie w dyskusji na temat artykułu Smerfy.
Niezły pasztet! Ale po kolei. Zaczęłam badać sprawę systematycznie. Jako podstawę kuriozalnego oskarżenia podano książkę Antonio Soro. Jak sprawdziłam, osoba o takim nazwisku jest wymieniona w kadrze włoskiego Uniwersytetu w Sassari (Sardynia) jako professore a contratto (profesor kontraktowy) na Wydziale Literatury i Filozofii. W 2008 roku wziął udział w międzynarodowej konferencji zorganizowanej m.in. przez CESNUR. Zaprezentował tam wykład o wpływie pewnych ezoterycznych prądów szintoizmu na współczesne japońskie ruchy religijne: At the End of the Kami Way: A Closed Door. Traces of an Esoteric Shîntō in the First Part of the Kojiki, and Its Possible Influence in the Genesis of New Attractive Japanese Religious Movements.
Istnieje również jego praca poświęcona Smerfom: I Puffi – la “vera” conoscenza e la massoneria (Edes 2006, ss. 60). Edes (Editrice Democratica Sarda) to duże wydawnictwo w Cagliari na Sardynii. Broszurka ta jest opatrzona wstępem przez Massimo Introvignego. W ofercie wydawniczej zamieszczono następującą notkę:
„Smerfy – tak właściwie niebieskie ludki wymyślone przez Belga Peyo – są metaforą masonerii; wioska smerfów to loża masońska. Autor stara się udokumentować swoją tezę za pomocą odwołań filozoficznych i historycznych: smerfy miałyby reprezentować ezoteryzm masoński natury gnostycznej, co współczesna masoneria miałaby zagubić przez obranie drogi racjonalizmu. Krótki szkic zawierający interpretacje i spostrzeżenia zamierza pobudzić ciekawość i zainteresowanie”.
Jak się wydawało, nie jest to paszkwil, lecz poważnie potraktowana hipoteza, podparta autorytetem Massimo Introvignego, włoskiego socjologa, założyciela i dyrektora Centrum Studiów nad Nowymi Religiami (Center for Studies on New Religions – CESNUR), światowego eksperta w dziedzinie ruchów religijnych – jakkolwiek dziwne i nieprawdopodobne by się to wydawało!
Dlaczego jednak jako źródło podawano „Avvenire”, gazetę należącą do Konferencji Episkopatu Włoch (Conferenza Episcopale Italiana – CEI)?
Mimo wytrwałego przeglądania internetowego archiwum gazety nie znalazłam w nim ani śladu artykułu o smerfach (wł. i puffi). Niemniej poszukiwania te nakierowały mnie na tekst z 28 kwietnia 2006 roku: C’è una loggia massonica dietro al mondo dei puffi (Czy pośrodku świata smerfów istnieje loża masońska), w którym „Corriere della Sera” powołuje się właśnie na „Avvenire”.
W końcu udało mi się odnaleźć tekst o Smerfach będący źródłem całego zamieszania: pochodzi z 2006 roku, jego autorem jest Massimo Introvigne, wspomniany już dyrektor Centrum Studiów nad Nowymi Religiami, ale zamieszczono go na stronie CESNUR, a nie „Avvenire”.
Można przypuszczać, że doszło do pomyłki, ponieważ ta wybitna postać współpracuje również z „Avvenire”, a portal internetowy CESNUR niekiedy przedrukowuje stamtąd jego artykuły.
Nie posiadałam się z ciekawości, co tak naprawdę napisał ekspert od sekt i nowych ruchów religijnych. Zadałam więc sobie nieco trudu i przetłumaczyłam cały artykuł I Puffi? Una loggia massonica (Smerfy? To loża masońska):
„Smerfy – sympatyczne niebieskie ludki wymyślone przez Belga Peyo (Pierre Cullifford, 1928-1992) – są w rzeczywistości metaforą masonerii. Wioska smerfów to loża masońska, a Gargamel, zły czarownik, który ma do czynienia ze smerfami, jest profanem, który nie należy do masonów, lecz stara się wykraść ich sekrety. Tak utrzymuje Antonio Soro, aż dotąd uważany za badacza szintoizmu, w osobliwym dziełku pod tytułem: Smerfy – «prawdziwa» wiedza a masoneria (wydawnictwo EDES, Sassari 2005 [2006!]), gdzie dokonuje prawdziwego wyczynu, dążąc do udokumentowania swojej tezy. W książce tej daje się także zauważyć echo polemik wewnątrzmasońskich: smerfy reprezentowałyby ezoteryzm masoński o naturze gnostycznej, w dużej mierze zagubiony przez współczesną masonerię, która obrała drogę racjonalizmu.
Według A. Soro już same kolory smerfów są charakterystyczne dla masonów. Niebieski jest kolorem duchowym mistycznych synów Bożych w starożytnej szkole gnostyckiej. Biała czapeczka smerfów symbolizuje czystość, do której dąży gnostyk. Papa Smerf jest mistrzem loży, gdyż tylko on nosi czapeczkę i spodenki czerwone, co nawiązuje do ognia Ducha i do symboliki Łuku Królewskiego. Pominąwszy jedyną istotką żeńską, Smerfetkę, smerfów jest 99, tyle samo, co stopni wtajemniczenia w masonerii oraz mędrców ubranych na biało w Nowej Atlantydzie (1643) Francisa Bacone’a (1561-1626), w dziele, które wywarło znaczny wpływ na pierwszych masonów brytyjskich. Domki smerfów przypominają grzyby, a raczej szczególnego grzyba, muchomora czerwonego (amanita muscaria), który może być trujący, a przecież wtajemniczony mason przemienia truciznę w eliksir życia. A. Soro mógłby także dodać, że w małych dawkach muchomor czerwony jest stosowany jako halucynogen w okresie czasu sięgającym szamanów i hipisów. Środek ten według niezwykłego ezoteryka Johna Allegro (1923-1988) jest ponownie odkrywany w amerykańskich kręgach akademickich, mieliby go także stosować nawet pierwsi chrześcijanie, tak że liczne cuda Jezusa byłyby w istocie halucynacjami.
Smerfy nie są ludźmi. W interpretacji A. Soro wyglądają na będących – czy lepiej będących w stanie mistycznie stać się ponownie – kimś, kogo szeroka tradycja ezoteryczna nazywa preadamitami, żyjącymi przed Adamem «w początkowym stanie rajskim». Przed Adamem, jak również przed chaosem spowodowanym przez ludzi przedstawionych w biblijnej opowieści o wieży Babel nie był potrzebny kompletny słownik. W stanie rajskim natury można się było porozumieć w kilku słowach. Tak i u smerfów czasownik «smerfować» zastępuje prawie wszystkie nasze czasowniki. Kiedy jakiś smerf zamiast «Chciałbym zjeść jabłko» mówi «Chciałbym smerfnąć jabłko», A. Soro wyjaśnia, że «dla społeczności, która wróciła do raju kosmicznego, wszystko ma cechy naturalne, tak że w kontekście okoliczności życia intencje okazują się doskonale jasne. Dzięki działaniu Ducha nad mnóstwem języków na nowo zapanował jeden język z podstawowym słownikiem, a myśli podążają za naturalnym biegiem wydarzeń».
Mamy tu do czynienia z prawdziwą Wielką Lożą Smerfów, gdzie inicjacja jest dana raz na zawsze. Smerf Nat odszedł z wioski smerfów (Wielka Loża) i zamieszkał w lesie (świat profanów na zewnątrz masonerii), ale drzwi dla niego «pozostały na zawsze otwarte, ponieważ jest on na zawsze – i na zawsze pozostanie smerfem».
Wielka Loża Smerfów, która praktykuje sztukę wolnomularską według kosmologii gnostyckiej Ancients, a nie – by posłużyć się osiemnastowieczną terminologią wolnomularską – według racjonalizmu oświeceniowego Moderns, jest prześladowana przez Gargamela. To profan, który usiłuje bez powodzenia wtargnąć do wioski smerfów, ale Wielka Loża pozostaje zamknięta dla niewtajemniczonych. Gargamel jest odziany na czarno, co może nawiązywać do czarnej magii, ale według A. Soro bardziej prawdopodobne jest, że odnosi się do stroju kościelnego (toga ecclesiastica) księdza lub ortodoksyjnego rabina, wrogiego masonerii: «Gargamel, ksiądz albo rabin, jest zawziętym łowcą mądrości masońskiej, gdyż jego tradycja nie posiada wiedzy zdolnej odrodzić człowieka, w jednej chwili przemienić banalnej sytuacji w złotą rzeczywistość pleromy. Walczy on z masonerią, ale jednocześnie jej potrzebuje, musi wykraść jej sekrety w celu przeniesienia ich na duszpasterstwo, aby nie utracić grona wiernych». Ale dla jakiej korzyści Gargamel ucieka się do prześladowania Wielkiej Loży Smerfów? Tak jak w micie gnostycznym o upadku Sofii dąży on do zniszczenia androginicznej bogini (androgynia divina), która panuje w wiosce Papy Smerfa, wprowadzając element żeński, Smerfetki, jedynego smerfa płci żeńskiej. Jednak ten plan, choć stwarza wiele zamieszania, nie udaje się, ponieważ Papa Smerf dysponuje alchemią większą niż Gargamel, i czuwa.
A. Soro wie dobrze, że Smerfy były już interpretowane na przeróżne sposoby, między innymi jako metafora utopijnego społeczeństwa socjalistycznego. Na poparcie swojej tezy podaje argument filologiczny: Smerfy pojawiły się po raz pierwszy w komiksie «Journal de Spirou» 23 października 1958 roku, podczas gdy dwie postacie, które są bohaterami poprzedniej serii autorstwa Peyo, Johan i Pirlouit, poszukują właśnie magicznego fletu, co jest odniesieniem do dzieła Wolfganga Amadeusza Mozarta (1756-1791), który jak powszechnie wiadomo, był wolnomularzem.
Można by zaprotestować, jako że klimat belgijskiej szkoły komiksu, zwanej szkołą «wyraźnych linii» (linee chiare), w której dojrzewa udana seria Peyo, sprzyja katolicyzmowi i odpowiada raczej inspirującej się wartościami moralnymi i rodzinnymi reakcji przeciw komiksowi amerykańskiemu, niezbyt odpowiedniemu dla dobrych katolickich rodzin. A. Soro zatem stąpa po kruchym lodzie, ryzykując, że któryś z naszych rodzimych talibów, protestujący przeciwko czarownicom lub powieściowemu cyklowi z Harrym Potterem jako bohaterem, zabroni niewinnym dzieciom także Smerfów – gdy ukazuje niebieskie ludki jako przedstawicieli «dobrego» satanizmu, lucyferianizmu całkowicie usprawiedliwionego w spójnej perspektywie gnostycznej.
Tymczasem dzieło A. Soro, wprost przeciwnie, powstaje z sympatii do Smerfów. Gdy potraktuje się je dosłownie, ryzykuje się utratę szansy, którą Umberto Eco wiązał z «interpretacja nieskończoną». Ale arcydzieło – którym w swoim rodzaju są Smerfy – jest arcydziełem właśnie dlatego, że pozostaje otwarte na mnogość interpretacji. Dla tego zaś, kto interesuje się masonerią, pozostaje pytanie A. Soro: Czy Gargamelowi uda się «smerfnąć masonerię»? Podsumowując pewne smutne rozważania autora na temat dzisiejszej masonerii racjonalistycznej: wygląda na to, że odpowiedź jest oczywista oraz że Gargamel w dużej mierze już ją sobie wysmerfował”.
Okazało się czarno na białym, że oskarżenia biskupów włoskich o antymasońskie fobie są wyssane z palca. Faktem jest natomiast, że mało znanemu badaczowi ezoteryzmu z Sardynii Smerfy skojarzyły się z masonerią (w końcu to jego praca!), faktem jest również, że dyrektor Centrum Studiów nad Nowymi Religiami przyznał mu prawo do indywidualnej interpretacji, choć jednocześnie zdystansował się od niej w żartobliwym nieco artykule. Poza tym gazeta „Corriere della Sera”, zamieszczając omówienie artykułu Massimo Introvignego, pominęła jego najistotniejsze wnioski: że Smerfy są arcydziełem w dziedzinie komiksów i bajek dla dzieci i że zakazywanie ich dzieciom równałoby się skrajnemu i skłonnemu do terroryzmu fundamentalizmowi.
Jednak plotka ma niezwykłą moc i zasięg oddziaływania. W Polsce okazała się mieczem obosiecznym: jedni, nastawieni antykościelnie, uznali biskupów za pozbawionych poczucia humoru fundamentalistów, którzy dążą do ogołocenia dzieci z uroków dzieciństwa; drudzy, gotowi uwierzyć w każdą informację odwołującą się do autorytetu Kościoła – zabraniają dzieciom oglądać bajkę, tak jakby mogły się zarazić ideami masońskimi, o których istnieniu w bajce o smerfach sami rodzice dowiedzieli się z internetu.
Istnieje jeszcze trzecia, może najzabawniejsza strona tej plotki. Otóż sam Wielki Mistrz włoskiej loży masońskiej uznał za potrzebne publiczne zabranie głosu w tej sprawie: La Massoneria nel fumetto – i Puffi (Masoneria w komiksie „Smerfy”).
Na zakończenie chciałabym uścisnąć rękę prof. Massimo Introvignemu za obronę zdrowego rozsądku, poczucia humoru i wolności artystycznej. Zachęcam także wszystkich do weryfikowania plotek rozpowszechnianych nie tylko w internecie.
Aleksandra Kowal
Zapraszam do czytania blogu apologetycznego
Blog apologetyczny
oraz do dyskusji na forum – nie tylko na tematy poruszane na blogu
Forum apologetyczne (wymagana rejestracja) |