|
Zawsze miałam trudności ze zrozumieniem fragmentu Ewangelii według św. Łukasza o obfitym połowie. Szymon Piotr przypada Jezusowi do kolan i jednocześnie mówi: „Odejdź ode mnie, Panie!” (Łk 5,8). Czy gest Piotra nie jest sprzeczny z jego słowami?
Scena ta została przypomniana dzisiejszej niedzieli (piąta niedziela zwykła, rok C). Razem z powołaniem Izajasza w pierwszym czytaniu i wyznaniem Pawła o misji apostolskiej powołanie Piotra u św. Łukasza pogłębia obraz powołania chrześcijańskiego.
Dochodzimy do wniosku, że pierwszym skutkiem zbliżenia się do Boga jest doświadczenie własnej niegodności przez poznanie swoich grzechów. Izajasz, ujrzawszy Pana, woła: „Jestem mężem o nieczystych wargach” (Iz 6,5). Paweł, wspominając swoją przeszłość, przyznaje: „niegodzien jestem zwać się apostołem” (1 Kor 15,9).
Przypomnijmy, że Mojżesz w obliczu Boga, który objawił mu się w płonącym krzewie i zlecił misję wyprowadzenia ludu izraelskiego z Egiptu, zdumiony pokornie zawołal: „Kimże jestem?” (Wj 3,11). Eliasz, zanim przyjął słowa wysłannika Pańskiego o nowym zadaniu, znękany wyznał na pustyni: „Nie jestem lepszy od moich przodków” (1 Krl 19,4).
Również setnik z Kafarnaum wyznaje: „Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój” (Łk 7,6), wysyła do Jezusa poselstwo, bo nie śmie stanąć przed Nim osobiście.
Przyjrzenie się opisanym w Piśmie Świętym spotkaniom różnych postaci z Bogiem prowadzi do wniosku, że pierwszym owocem działania Ducha Świętego jest poznanie własnej grzeszności, poczucie własnej niegodności wobec nieskończonego majestatu i świętości Boga. Św. Jan przekazuje proroctwo Jezusa, że Paraklet, Duch Święty, „gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie” (J 16,8). Duch Święty najpierw przekonuje człowieka o grzechu.
Również moje doświadczenie życiowe potwierdza, że ilekroć modliłam się: „Przybądź, Duchu Święty!”, tylekroć On niezawodnie przybywał, objawiał mi swoją prawdę, a była to prawda o moim grzechu. I trzeba się było nawracać, niekiedy w bólu i łzach.
Niektórych prawda o własnej niegodności paraliżuje do tego stopnia, że tak jak setnik z Kafarnaum nie mają odwagi stanąć osobiście przed Bogiem. Innych własna niegodność skłania do szukania łaski u źródeł miłosierdzia, w Sercu Syna Bożego. Dlatego gwałtowny i niecierpliwy Piotr przypada do nóg Jezusa. Świętość Boga przyciąga go i zachwyca. Mówi „Odejdź”, ale wcale nie pragnie rozstania z Jezusem. Wyznaje swoją grzeszność, ale jednocześnie zdaje się błagać: „Panie, Ty wiesz wszystko, Ty wiesz, że jestem grzeszny, ale wiesz także, że Cię kocham! Powinieneś mną gardzić, ale Ty wszedłeś do łodzi mojego życia. Powinieneś odejść, bo nie jest to miejsce godne Ciebie, ale ja już nie mogę bez Ciebie żyć, przemieniony Twoim słowem i doświadczeniem Twojej obecności. I nawet jeśli odejdziesz, ja pójdę za Tobą!”.
Wydaje się zatem, że każde powołanie chrześcijańskie musi być poprzedzone bolesnym wylaniem Ducha. Dopiero potem dostaje się misję do wypełnienia.
Aleksandra Kowal
Zapraszam do czytania blogu apologetycznego:
http://apologetyka.katolik.pl/blog
oraz do dyskusji na forum – nie tylko na tematy poruszane na blogu:
http://apologetyka.katolik.pl/forum (wymagana rejestracja) |